siec-neuronow-w-mozgu

Wyczucie jeździeckie - czy musisz się z tym urodzić?

Wyczucie jeździeckie - czy musisz się z tym urodzić? Być może Ty także zadajesz sobie takie pytanie. Pewnie czytałaś o wyczuciu jeździeckim w książkach. A może nawet słyszysz czasem od instruktora: „Więcej wyczucia!”, „Więcej wyczucia!”. Tylko… co to znaczy? Czy ktoś Ci to kiedyś wyjaśnił, czym jest wyczucie jeździeckie? I jak się go nauczyć?

Wyczucie jeździeckie - nie do nauczenia? 

Wiele lat temu w książce pt. Jeździec i koń w równowadze Grzegorza Ramaszkana przeczytałam, że:

„zdolność wyczucia przez jeźdźca tego wszystkiego, co stanowi o wydajności wysiłku konia i o jego opanowaniu, jest pewnego rodzaju talentem, który może być, oczywiście, pracą i doświadczeniem rozwijany i pogłębiany. Nauczyć się jednak tego wyczucia, jeśli ktoś talentu w tym kierunku nie posiada, jest niemożliwością”.

Nie wiem dlaczego, ale najmocniej utkwiło mi w pamięci właśnie zdanie: że wyczucia jeździeckiego nie da się nauczyć.

Uznałam je za prawdę. Wierzyłam w to wiele lat.

Ale byłam w błędzie!

W pewnym momencie na mojej drodze jeździeckiej spotkałam wybitnych trenerów, którzy pokazali mi, że wyczucia jeździeckiego można się nauczyć. Tak, że z zupełnie zielonego jeźdźca amatora przeistoczyłam się w jeźdźca wykonującego elementy Grand Prix.

Dlatego jeśli dziś ktoś Ci wmawia, że nie możesz się nauczyć wyczucia jeździeckiego, nie wierz w to.

To nieprawda!

To tylko znaczy, że ta osoba nie jest wyposażona w narzędzia, które umożliwiają jej uczenie wyczucia jeździeckiego innych.

Czy muszę mieć talent?

Nie wierz również w to, że musisz mieć talent. Bo tzw. talent to tylko jedna ze składowych w całej układance. Ale tym zajmiemy się osobno, bo to temat bardzo obszerny i poświęcę mu osobny artykuł. Tymczasem niech Ci wystarczy informacja, że pojęcie talentu w ostatnich latach zostało w wielu badaniach przedefiniowane. Krótko mówiąc, wiedza poszła znacznie do przodu. Dziś wiemy znacznie więcej na ten temat niż przedwojenny autor – skądinąd wartościowego – podręcznika jeździeckiego. 

Nie da się czy JA nie potrafię?

W teorii - wiemy więcej. Tak by się przynajmniej wydawało, a jednak wciąż żywe jest przekonanie, że:

  • „z wyczuciem jeździeckim trzeba się urodzić”
  • „wyczucie to część talentu jeździeckiego”
  • „wyczucia jeździeckiego nie da się nauczyć”.

Ostatnio przeczytałam sporo tego typu komentarzy pod postem dotyczącym mojego szkolenia jeździeckiego „Wyczucie jeździeckie – czym jest i jak się go nauczyć”. To właśnie te komentarze zainspirowały mnie do napisania tego artykułu. Dlaczego? Zawsze gdy widzę tego typu opinie, zadaję sobie pytanie, jak to jest z osobami, które mają takie przekonania i wyrażają je w tak kategoryczny sposób. 

  • Czy – podobnie jak ja przed laty – uwierzyły swoim instruktorom, którzy powtarzali im, że wyczucia jeździeckiego nie da się nauczyć?
  • Czy nigdy nie spotkały na swej drodze kogoś, kto byłby w stanie nauczyć ich wyczucia jeździeckiego?
  • Czy nigdy nie zadały sobie pytania, co mogłyby zrobić, aby uczyć wyczucia swoich uczniów?
  • A może – przeciwnie – próbowały nauczyć tego innych, lecz zabrakło im narzędzi metodycznych i się poddały?
  • Czy - skoro same nie potrafią nauczyć wyczucia jeździeckiego innych - to wyciągnęły wniosek ogólny: tego nie da się nauczyć!

Ale taki wniosek to nie tylko rodzaj kapitulacji. To także – wymówka.

Kryje się pod nim usprawiedliwienie własnej niekompetencji: „Nie da się tego nauczyć, więc nie mam nic do zrobienia".

Jaki jest Twój pułap możliwości?

Bez względu na to, co stoi u podstaw takiego przekonania, uderza mnie to, jak bardzo jest ono... ograniczające:

  • dla trenerów, którzy tak uważają
  • dla ich uczniów, którzy w to wierzą.

Ci pierwsi czują się zwolnieni z obowiązku nauczenia się skutecznych metod uczenia wyczucia od innych lub wymyślenia własnych metod.

Ci drudzy, przyjmują, że nie są wystarczająco zdolni, więc w zasadzie też nie ma po co się starać, bo i tak przecież się nie uda.

Ale tu nie chodzi tylko o wiedzę i umiejętności, tu chodzi o mental. Chodzi o to, że tacy jeźdźcy samodzielnie nakładają sobie te ograniczenia i wyznaczają sobie barierę w swoim rozwoju. Ale te ograniczenia są tylko w ich głowach. A może... w głowach ich instruktorów?

Jeśli jako instruktor uważasz, że wyczucia nie da się nauczyć, to nie będziesz nawet próbował go uczyć.

Jeśli jak uczeń uwierzyłeś, że musisz mieć specjalny talent, a go nie masz, możesz stracić motywację, by się rozwijać. 

To tak, jakbyś była poszukiwaczką skarbów, jakbyś przebyła drogę pełną niebezpieczeństw, jakbyś dotarła w końcu do skarbca i... nagle się zorientowała, że nie masz jak się do niego dostać. Bo nie masz klucza. I nigdy go nie zdobędziesz. Bo nie urodziłaś się z tym kluczem w kieszeni.

Jak się wtedy czujesz?

Sfrustrowana? Rozczarowana? Oszukana?

Nie masz przypadkiem poczucia, że wszystko, co do tej pory robiłaś, robiłaś na próżno...

Tak się kiedyś czułam. Na szczeście to już przeszłość. 

Skorzystaj z mojego doświadczenia i nie daj sobie wmówić, że wyczucia jeździeckiego nie da się nauczyć. 

Musisz TO wyczuć...

Po drugiej stronie tej barykady stoją trenerzy, którzy – owszem – dopuszczają, że wyczucia jeździeckiego można się nauczyć, ale uważają, że musisz to zrobić samodzielnie. Przejawia się to w sformułowaniach typu: „Musisz TO wyjeździć”, „Musisz TO wyczuć”, albo „TO się wyrabia latami”.

TO – czyli co?

Kiedy czytam komentarz: 

„Ja swoim uczniom tłumaczę, że do pewnych rzeczy muszą dojść sami! Muszą to poczuć! I to jest wyczucie! I albo do tego dochodzą albo nie!”

to myślę sobie, że autor ma wiele odwagi, aby publicznie obwieszczać, że w zakresie kształtowania najtrudniejszych umiejętności jeździeckich zostawia swoich uczniów samych sobie. Bierze pieniądze za lekcje, a w najważniejszej chwili, mówi: "Radźcie sobie sami!".

Chciałabym zapytać (i zresztą zapytałam, ale nie doczekałam się odpowiedzi):

  • do „pewnych”, czyli DO JAKICH RZECZY uczniowie mają dojść sami?
  • „muszą to poczuć”, czyli CO konkretnie muszą poczuć?

I jeszcze:

  • w jaki sposób mają DOJŚĆ do tych RZECZY, skoro nie wiedzą, czym owe RZECZY są
  • w jaki sposób mają TO poczuć, skoro nie wiedzą, CO mają poczuć i JAK się to czuje?

Poszukajmy analogii, aby zrozumieć metodyczny absurd takiego podejścia.

Wyobraź sobie, że Twoje dziecko właśnie zaczęło uczęszczać do pierwszej klasy szkoły podstawowej i uczy się pisać cyferki, a tymczasem dostaje od nauczyciela takie zadanie:

 ay′(x)+by(x)+c=0,a,b,c∈R

Patrzy na ten wzór jak na kosmitę, a nauczyciel mówi do niego tak:

„Musisz do tego dojść sam. Musisz sam wpaść na to, jak rozwiązać to zadanie. Sam musisz znaleźć rozwiązanie. Cóż, musisz poćwiczyć, to się wyrabia latami”.

Jak zareagowałabyś na takie dictum jako rodzic? Jak poczułabyś się jako uczennica?

Czy nie powiedziałbyś do nauczyciela: „Chwileczkę, ale Pan wymaga, żeby moje dziecko, które dopiero uczy się dodawania do dziesięciu, samo zaczęło rozwiązywać równania różniczkowe? Jak Pan sobie to w ogóle wyobraża? Dlaczego zadaje Pan dziecku zadanie, którego stopień trudności w niewyobrażalny sposób przekracza jego możliwości poznawcze oraz poziom, na którym jest obecnie? I jeszcze sugeruje Pan, że dziecko ma samo wpaść na to, jak to rozwiązać? Przecież dziecko nawet nie potrafi odczytać tego wzoru, więc w jaki sposób miałoby wpaść na rozwiązanie?"

Dokładnie tak samo jest z wyczuciem jeździeckim. Jeźdźcy uczą się A, B, C, a tymczasem trener każe im samodzielnie dojść do tego, co jest w X, Y, Z, nie mówiąc nawet, co tam może być.  Stwierdzenie, że adept jeździectwa ma sam TO wyczuć i że sam ma dojść do PEWNYCH RZECZY, to nic innego, jak wrzucanie ucznia na głęboką wodę i stawianie przed nim zadania niemożliwego do wykonania.

Dlaczego?

Bo możemy rozpoznać, zauważyć, wyczuć tylko to, czego już doświadczyliśmy w sposób świadomy, to znaczy zwróciliśmy uwagę na składowe tego doświadczenia i dzięki temu wiemy już, czym ono jest i jak je rozpoznawać. A może nawet: wywoływać.

Zacytuję Moliera: "Od 40 lat mówię prozą i o tym nie wiem?!".

Przytoczone wyżej podejście instruktora to również przykład bezradności pedagogicznej, na którą ani uczniowie, ani ich rodzice nie powinni się godzić. 

A jeśli jesteś instruktorem jeździectwa i nie wiesz, jak uczyć wyczucia, miej odwagę, by do tego się przed sobą przyznać. I poszukaj osób, książek, szkoleń, na których możesz się nie tylko nauczyć wyczucia jeździeckiego, ale także nauczyć, jak tego uczyć, zamiast zrzucać odpowiedzialność na ucznia i w ten sposób ukrywać swoją niekompetencję.

To się wyrabia latami 

Przejdźmy do kolejnej półprawdy: „Wyczucie wyrabia się latami”. 

Tak, ale...

 SIĘ – czyli kto?

 Samo się wyrabia?

I ponownie: Skąd mamy wiedzieć, co mamy wyrabiać i jak to wyrabiać?

Nawet ciasto trzeba wiedzieć JAK wyrabiać, a co dopiero wyczucie jeździeckie!

To półprawda analogiczna do stwierdzenia, że aby dobrze jeździć, musisz wyjeździć dupogodzony. Wyjaśniam ten paradoks dokładnie w artykule „Mity w jeździectwie – dupogodziny.

Widzisz, aby nauczyć się wyczucia, nie wystarczy to, że będziesz jeździć konno latami, choć - faktycznie - potrzeba lat, aby to w sobie wykształcić. Mistrzowie jeździectwa nie wahają się stwierdzić, że jest to umiejętność, którą rozwija się do... śmierci! 

Brzmi jak paradoks. Zaraz wyjaśnię.

Potrzebujesz  trenera, który uczuli Cię, czym jest TO, na CO masz zwracać uwagę. Np. jak dawać pomoce, by nie było: za późno, za wcześnie, za wolno, za szybko, za mocno, za lekko. To, o czym teraz piszę, to wierzchołek góry lodowej.

Doskonalenie wyczucia to - oczywiście - praktyka i jeszcze raz praktyka. W tym sensie zgodzę się z przekonaniem, że to się wyrabia latami.

Jednak bez wskazówek i narzędzi od trenera, tzw. „jazda latami” nic Ci nie da, bo nadal nie będziesz wiedzieć, CO masz WYCZUWAĆ i JAK masz na to reagować. Będziesz  jedynie doskonalić złe nawyki,  w dosłownym i metaforycznym znaczeniu - kręcić się w kółko, a w efekcie pozostaniesz na poziomie przeciętności.

Tylko nieliczni mają wyczucie - a dlaczego?


Zgodzę się ze stwierdzeniem, że nieliczni jeźdźcy mają wyczucie. Ale zadam pytanie: dlaczego?

Odpowiedź nie jest budująca. 

Bo niewielu trenerów tego uczy.

A dlaczego?

  • Jedni nie uczą, bo sami nie mają wyczucia i nawet nie wiedzą, co się kryje pod tym słowem.
  • Inni nawet nie próbują tego uczyć, bo zakładają, że to niemożliwe do nauczenia.
  • Inni nie uczą, bo nie wiedzą jak.

Za to wszyscy trenerzy, należący do powyższych grup, wmawiają uczniom, że wyczucia nie da się nauczyć lub przerzucają odpowiedzialność na nich, twierdząc, że sami mają się tego nauczyć. A jeźdźcy zaczynają w to wierzyć. 

Dlaczego uważam, że wyczucia jeździeckiego można się nauczyć?

  • Bo mnie tego nauczono.
  • Bo wciąż pracuję nad jego rozwijaniem.
  • Bo nauczyłam wielu moich uczniów tego, na co mają zwracać uwagę, jeśli chcą rozwijać wyczucie jeździeckie.
  • Bo wciąż się uczę, jak LEPIEJ tego uczyć.  

Wyczucie jeździeckie to umiejętność. A skoro tak, to nie ma powodu, aby nie dało się jej nauczyć.

Oczywiście pod warunkiem, że wiemy, JAK się uczyć.

Skąd to wiedzieć? Możesz zacząć od mojego szkolenia: „Wyczucie jeździeckie – czym jest i jak się go nauczyć”.

O Autorce

dr hab. Ewa Rot-Buga – instruktor jazdy konnej, wybitny wykładowca, profesor w Polskiej Akademii Nauk, autorka książek naukowych: Lwowska Arkadia oraz Bukoliczna księga znaczeń. Dziennikarka współpracująca z ogólpolskimi czasopismami jeździeckimi: „Świat Koni”, "Hodowca i Jeździec", "Koń Polski",  „Koński Targ”. Redaktor-ekspert w wydawnictwach hipologicznych: Wydawnictwo Świadome Jeździectwo (redagowała m.in. dwie książki Mary Wanless RWYM, Ujeżdżenie na XXI wiek Paula Belasika i in.), Wydawnictwo PZHK. Odbyła pobyt szkoleniowy w Australii u trenera jeździectwa naturalnego Phila Rodeya. Pasjonatka ujeżdżenia klasycznego i pracy nad dosiadem metodą RWYM – od ponad sześciu lat systematycznie rozwija umiejętności pod okiem certyfikowanych coachów RWYM. Korzysta z metod pracy z ciałem, wykorzystanych przez Mary Wanless, twórczyni RWYM (m.in. jest to Technika Alexandra). Nieustannie poszukuje dróg samodoskonalenia i rozwijania umiejętności jeździeckich oraz efektywnych sposobów przekazywania wiedzy na ten temat. Podróżniczka i reporterka, miłośniczka wypraw konnych i wielodniowych rajdów, odwiedzająca konno dalekie i nieznane zakątki świata. Autorka bestsellerowej książki "Konno po marzenia", która otrzymała wyróżnienie w konkursie na najlepszą książkę wydaną w latach 2020-2021 "Literacka Nagroda Motyli; książki "Roxley. Wibracja Piękna" - fabularyzowanej, wciągającej historii, w której opisała m.in. swoją drogę ujeżdżeniową from green to greet; zbioru opowiadań - "W odbiciach". Dowiedz się więcej o autorce - LINK.

Pliki Cookies

 Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookies, aby dostosować treści do Państwa preferencji oraz optymalizować działanie serwisu. Klikając "Akceptuję Cookies", wyrażają Państwo zgodę na użycie wszystkich rodzajów plików cookies.