Manolo Mendez wywiad

Manolo Menzdez. Wywiad. "Konie są dla mnie wszystkim"

W maju 2018 r. gościliśmy w Polsce Manolo Mendeza – wybitnego trenera FEI i znawcę klasycznego ujeżdżenia. Dziś publikujemy wywiad, w którym Manolo opowiada o swoich doświadczeniach. Skąd wzięło się jego głęboko empatyczne podejście? Czym jest dla niego koń? Na co zwraca uwagę, zanim jeszcze zacznie pracować z nowym koniem? Czym jest dla niego wyczucie i jak je wykształcił? Jak odnaleźć drogę, umożliwiającą osiągnięcie jedności z koniem? W trakcie wywiadu nie pytałam Manola, jak nauczyć konia piaffu czy lewady. W końcu jest wiele osób, które to potrafią. Chciałam dotknąć tego, co wyróżnia go na tle innych trenerów. Przeprowadzając ten wywiad, wielokrotnie pytałam o ukryty wymiar mistrzostwa. Przed Wami fascynująca opowieść o życiu z końmi i… dla koni, zupełnie elitarny materiał, w którym Manolo po raz pierwszy mówi publicznie o ważnych doświadczeniach, które ukształtowały go jako człowieka i trenera, i które nadały zupełnie inną jakość temu, jak dziś pracuje z końmi. Przed Wami niezwykła biografia ujęta w swobodną opowieść, która płynie zgodnie z rytmem doświadczeń nie do powtórzenia, a zaczyna się w świecie, w którym koń był dla człowieka jak powietrze…

 

Manolo, jak zaczęła się Twoja przygoda z końmi?

Urodziłem się w Andaluzji, na wsi, w latach pięćdziesiątych. Mieliśmy farmę i żyliśmy skromnie. Nasze konie pracowały na roli, woziliśmy nimi zboże do miasta, używaliśmy ich podczas pracy z owcami i bydłem, które potem pędziliśmy do miasta. Moja mama pojechała konno do szpitala oddalonego 25 km od naszej farmy, by mnie urodzić i wróciła do domu na końskim grzbiecie dwa dni później, trzymając mnie w ramionach. Moja mała siostra umarła, gdy mama wiozła ją konno do lekarza. Kiedy opowiadam, że nasze życie zależało od koni, mówię to zupełnie dosłownie. Konie były częścią naszego życia na tak wiele sposobów, że trudno mi zliczyć. Z ich pomocą uprawialiśmy ziemię, prowadziliśmy hodowlę bydła, pokonywaliśmy znaczne odległości. W czasie święta Ferii* woziliśmy na koniach kobiety, ubrane w piękne suknie i koronkowe mantyle, rywalizowaliśmy w wielu konkursach, podczas których prezentowaliśmy umiejętności i piękno naszych koni. A gdy człowiek umierał, karawan zaprzężony w konie, wiózł trumnę na cmentarz. Nauczyłem się chodzić, trzymając uprząż dużych, spokojnych koni, które przez nasze pola pszenicy ciągnęły pług, a potem podbieracz pokosów. Owijałem palce w ich grzywach i zasypiałem na ich szerokich, nagrzanych słońcem grzbietach. Konie były dla nas jak powietrze. To był zupełnie inny świat!

Co najbardziej ukształtowało Cię jako jeźdźca i trenera koni?

Nigdy nie brałem lekcji z instruktorem, który mówiłby mi, co mam robić, ponieważ nie na tym polega praca z końmi na farmie. Gdy byłem dzieckiem, przykład dawała mi moja mama, Maria de las Nieves. Była osobą znaną w naszej społeczności, dawała pokazy konne. Była piękną i łagodnie jeżdżącą amazonką, biorę z niej przykład do dziś. Jako ośmiolatek miałem raz lekcję jazdy konnej z emerytowanym oficerem kawalerii. Chciał, żebym uderzył konia w brzuch, by dociągnąć popręg. Odmówiłem. Płakałem tak bardzo, że już nigdy nie kazano mi brać tych lekcji.

Jakie doświadczenia jeździeckie i nie tylko wywarły na Ciebie największy wpływ?

Zawdzięczam życie koniowi. Gdy byłem małym chłopcem, naszą równinę nawiedziła powódź. Poziom wody w rzece podniósł się tak szybko, że most zniknął pod wodą. Moja mama mnie i mojego brata wsadziła na konia i kazała mu płynąć na drugą stronę, podczas gdy sama płynęła za ogonem. Trzymałem się za grzywę, a woda zalewała konia i nas. Wody wciąż przybywało, prąd był silny, rzeka rwąca. Fala uderzała w nas wściekle, ale koń ciągle płynął, nawet gdy w odmętach wody znikał jego kark i szyja, a ponad powierzchnią widać było tylko głowę, wyciągniętą w stronę brzegu. Ten koń nie wpadł w panikę, ani nie próbował nas zrzucić, po prostu płynął i zaniósł nas bezpiecznie na drugi brzeg. Nigdy tego nie zapomnę.

Czy jakiś trener koni wywarł na Ciebie szczególny wpływ?

Duży wpływ na moje życie wywarł Don Alvaro Domecq Romero Sr – trener i znawca koni, showman i wszechstronny jeździec. Był dla mnie inspiracją i wiele mu zawdzięczam, ponieważ gdy miałem 14 lat, zainteresował się mną, widząc, jak jeżdżę, i zatrudnił mnie w swoich wspaniałych stajniach treningowych. Nauczyłem się od niego, jak jeździć na koniach różnych ras i różnych dyscyplin. Dał mi szansę i będę mu za to na zawsze wdzięczny. Był i pozostanie jednym z najbardziej poważanych jeźdźców w Hiszpanii. Gdy miałem 18 lat, zostałem zastępcą dyrektora (którym był Don Domecq) w Real Escuela Andaluza Del Arte Ecuestre w Jerez, pełniąc wraz z nim obowiązki trenera szkolącego konie od „poziomu trzeciego” do Haute école. W tamtym czasie szkołę odwiedzało wielu wspaniałych jeźdźców, m.in. Filipe Graciosa, Guillermo Borba, Francisco Cancella d’Abreu, Reiner Klimke and Nuno Oliveira; jeździliśmy obok siebie i uczyliśmy się od siebie.

Pracujesz z końmi z ogromną empatią i wrażliwością. Czym jest dla Ciebie koń? Jak go postrzegasz?

Gdy dorastałem w Hiszpanii za czasów generała Franko, moim stałym towarzyszem był strach. Strach przed nieznanym, strach przed przemocą. W nocy przyjeżdżały ciężarówki i zabierały mężczyzn, a nawet kobiety czy młodych ludzi, którzy ośmielili się mówić cokolwiek przeciwko Franko i jego reżimowi. Rano znajdowano ich martwych. Działo się to w mojej wiosce i w całej Hiszpanii, i stworzyło atmosferę strachu i potrzebę zachowywania ostrożności. Trzeba było nauczyć się zachowywać spokój i obserwować innych tak, by nie popełnić błędu, nie powiedzieć czy nie zrobić czegoś, co mogłoby spowodować kłopoty.

Wierzę, że wiele koni żyje w stanie takiej czujności i ciągłym strachu przed karą, i być może dlatego, że sam tego doświadczyłem, potrafię nawiązywać z nimi szczególny kontakt. Dobrze znam ten stan ciągłej obawy i nieodstępującego niepokoju. Wiem, jak zmienia to sposób, w jaki się zachowujesz, to, co czujesz i jak myślisz. Wiem także, jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa i przebywanie wśród ludzi, którzy są delikatni i którym można zaufać, by móc normalnie funkcjonować i się uczyć. Te wszystkie odczucia są żywe w moim ciele, umyśle i duszy.

To również nie jest coś, o czym łatwo opowiadać… Kiedy byłem małym chłopcem, wraz z moim wujem prowadziłem na targ krowy lub owce, by je sprzedać. To było daleko i nocowaliśmy wówczas z końmi, bydłem czy owcami pod gołym niebem. Gdy wuj czuwał nade mną, była to wspaniała przygoda. Ale czasami, gdy zwierzęta były już sprzedane, mój wuj, który był dobrym człowiekiem, zaczynał pić i oddawał się hazardowi, zostawiając mnie samego z końmi. Zostawałem całkiem sam i musiałem czekać na niego dzień, dwa, a nieraz i cztery dni. Byłem małym chłopcem, miałem 8-10 lat i było to dla mnie przerażające doświadczenie. Musiałem nauczyć się czekać, siedząc samotnie i nie wiedząc, co się stanie. Nie mogłem ufać obietnicom wuja, ponieważ ich nie dotrzymywał. Więc czekałem pełen niepokoju. A ponieważ miałem wiele rodzeństwa, mieliśmy mało pieniędzy i nasza mama pracowała bardzo ciężko, nie skarżyłem się, gdy wracałem do domu. Gdy tak czekałem z końmi, one dodawały mi otuchy i zacieśniała się moja więź z nimi. Przebywanie sam na sam z końmi pomogło mi je zrozumieć, gdy dorastałem i zacząłem trenować. Pomogło mi to pojąć, jak to jest być koniem. Zrozumiałem, jak niewielki konie mają wybór co do tego, jak żyją i jak są trenowane, i jak bardzo jest to ważne, by koń wiedział, czego od niego chcę. Zrozumiałem, jak ważne jest to, żebym był logiczny, cierpliwy i delikatny, aby koń nie musiał się niepokoić, aby nie musiał żyć w stanie ciągłego strachu przed tym, co nastąpi; aby mógł się uczyć, zachowując spokój i pewność siebie, ponieważ może mi zaufać, że będę konsekwentny i sprawiedliwy. Dla mnie konie są wszystkim i łatwiej mi je zrozumieć niż ludzi. Konie są dla mnie manifestacją Boga w świecie i jego najhojniejszym darem dla ludzkości obok przyjaciela, jakim jest dla człowieka pies. Tych kilka małych, lecz znaczących doświadczeń ukształtowało mnie i uczucia, które żywię do koni, wpłynęły one na sposób, w jaki trenuję konie.

Na co zwracasz uwagę, pracując z nowym koniem?

Lubię patrzeć na konia i wsłuchać się w niego, zanim zacznę cokolwiek z nim robić i zanim zacznę uczyć czegoś jeźdźca. Patrzę w oczy konia, przyglądam się jego pyskowi, całemu ciału, posturze. Słucham jego oddechu, a potem rytmu, w którym się porusza. Zwracam uwagę na to, jak porusza się jego kręgosłup, szyja, głowa i ogon. Lubię dotykać ciała konia, by za pomocą dłoni wyczuć, czy odczuwa jakieś ograniczenia i ból – to pozwala mi potwierdzić słuszność wcześniejszych obserwacji, ale także dzięki temu koń wie, że go dostrzegam, że będę go traktował i trenował z szacunkiem, a to sprawi, że poczuje się lepiej lub przynajmniej dobrze.

Chcę również poznać historię konia. Czy miał jakieś problem lub jakiś incydent, który sprawił, że stał się nieufny wobec ludzi, że zaczął wykazywać opór lub przejawia zachowania defensywne? Jeśli koń mnie nie lubi, gdy zaczynam z nim pracę, poświęcam mu czas, aby stać się jego przyjacielem. Dobra praca, gdy koń ma zrelaksowane: ciało i umysł, jest możliwa tylko pod warunkiem, że koń mi zaufa. Przechodzę do następnego kroku tylko wtedy, kiedy mam wypracowane solidne podstawy i wiem, że koń pracując, czuje się komfortowo fizycznie i psychicznie. Wtedy i tylko wtedy mogę pójść dalej. Jeśli prosiłbym o więcej, gdy koń jest zdezorientowany, pogłębiałbym tylko ten stan. Cofam się więc o krok lub pół kroku, pozwalając koniowi odzyskać pewność siebie i równowagę psychiczną, zanim zrobimy kolejny krok.

Manolo, gdy patrzymy na Ciebie podczas szkoleń, wszystko wydaje się proste. Nie widzimy u Ciebie zmęczenia i zniecierpliwienia…

Czasem jestem zmęczony i zniecierpliwiony, ponieważ jestem tylko człowiekiem. Ale moje doświadczenie nauczyło mnie, że tylko wtedy, kiedy czynię rzeczy prostymi dla konia i daję mu tyle czasu, ile potrzebuje, może uczyć się i rozwijać w pięknym stylu. Mogę być wtedy dumny, że dzieje się to bez strachu, bez napięć, bez jego podenerwowania. Gdy jestem zmęczony lub staję się niecierpliwy, robię przerwę – podlewam ogród, buduję wiaty, przycinam żywopłoty. Daję sobie dzień lub tydzień na odpoczynek, ponieważ zmęczenie lub zniecierpliwienie jest częścią życia. Koń również czasami potrzebuje dodatkowego dnia odpoczynku, wyjazdu w teren lub krótkiego przelonżowania i wypoczynku na padoku. Nie jesteśmy robotami.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w pracy trenera koni i trenera jeźdźców?

Najtrudniejsze to spotykać urocze osoby, które kochają swoje konie i często wydają duże pieniądze, by się upewnić, że postępują właściwie, a często mimo to otrzymują złe wskazówki dotyczące tego, jak trenować konie i jak się z nimi obchodzić, przez co ich konie żyją w bólu. Trudno pracuje mi się z jeźdźcami, dla których sukces na zawodach jest ważniejszy niż dobrostan konia i chcą, abym nauczył ich konie piaffu czy pasażu jak trików, zamiast pracować wspólnie nad rozwijaniem siły, elastyczności, wyprostowania, równowagi, regularności i zebrania.

Jakie są najczęściej popełniane błędy w treningu koni?

Najczęstsze błędy, które widuję na wszystkich poziomach, popełniają:

  1. Jeźdźcy, których nie nauczono, w jaki sposób prowadzić konia po kole lub jakimkolwiek łuku, by – za pomocą zewnętrznej wodzy – stworzyć mu wystarczająco dużo miejsca, w które może się wpisać jego wydłużony, zewnętrzny bok podczas pracy w zgięciu.
  2. Jeźdźcy, których nie nauczono, jak utrzymywać podążający za pyskiem konia kontakt i trzymają ręce w bezruchu lub ciągną do tyłu, szczególnie w stępie i galopie.
  3. Jeźdźcy, których nie nauczono, jak utrzymywać równy kontakt i w efekcie ich konie poruszają się z przechyloną głową.
  4. Jeźdźcy, których nie nauczono, jak utrzymywać niezależny dosiad i których ręce są niestabilne, którzy trzymają konia za pysk cały czas (nie mają oddającej ręki – przyp. tłum.) lub ciągną.
  5. Jeźdźcy, których nie nauczono, jazdy zgodnie z zasadą „nogi bez rąk, ręce bez nóg” (chodzi o rozdzielenie w czasie działania pomocy – podczas wstrzymującego działania rąk nie należy prosić o aktywizujące działanie łydką i odwrotnie; zasada ta została po raz pierwszy opisana przez Françoisa Bauchera na początku XIX wieku – przyp. tłum.) i, na przykład, proszą o galop, ciągnąć za wodze.

Błędy te należą do tej kategorii problemów, które – jeśli nie zostaną rozwiązane – uniemożliwiają rozwinięcie potencjału konia. Dotyczą one fundamentów jeździectwa, które w tym przypadku są wadliwe. Dopóki jeździec nie poprawi tych błędów, będzie bezpośrednio odpowiedzialny za to, że jego koń robi się coraz sztywniejszy, coraz bardziej krzywy, coraz bardziej nieszczęśliwy, coraz bardziej podatny na kontuzje i coraz bardziej narowisty.

Gdybyś miał dać jeźdźcowi trzy najważniejsze wskazówki, co by to było?

  1. Znajdź konia, który pasuje do Ciebie. Odpowiedni koń może sprawić, że bojaźliwy jeździec zyska pewność siebie, a jeździec pewny siebie – złagodnieje. Nieodpowiedni koń może sprawić, że jeździec zacznie się bać lub stanie się niecierpliwy, itp.
  2. Spędzaj ze swoim koń czas sam na sam, w stajni i na ujeżdżalni. Twój koń jest Twoim partnerem, uczysz go czegoś, a on uczy Ciebie. Bierz lekcje (u niego!), a potem znajdź czas, by poćwiczyć, przemyśleć, poeksperymentować, przeanalizować i popracować RAZEM z koniem, nawet jeśli będzie to tylko stęp i WYCZUCIE jego ruchu bez wywierania jakiejkolwiek presji, by zrobić coś więcej.
  3. Bądź godny swojego konia. W dzisiejszym świecie zbyt często relacja, jaką jeździec ma ze swoim koniem, jest zdominowana przez trenera. Ucznia zachęca się do tego, by był tylko jeźdźcem, zamiast uczyć go, jak zostać prawdziwym horsemanem, który zna każdy aspekt opieki nad koniem, obchodzenia się z nim i treningu. To oddala jeźdźca od konia. Dlaczego koń, który Cię nie zna, miałby Ci zaufać? Dlaczego miały Ci ufać, jeśli brakuje Ci wiedzy i po prostu go nie rozumiesz?

Co zrobić, by być lepszym jeźdźcem?

Jest tylko jedna droga, by stać się lepszym jeźdźcem – jeździć. Pomaga, gdy dosiadasz konia, który jest dopasowany do Twojego poziomu i nastawienia. Trzeba znaleźć trenera, który dobrze rozumie, czym są podstawy i jest Cię w stanie ich nauczyć, nie tyranizując Cię.

Wyczucie jeździeckie – czym jest dla Ciebie, co przez to rozumiesz?

Wyczucie to umiejętność OBSERWOWANIA i SŁUCHANIA konia za pomocą umysłu, ciała i duszy, i ANALIZOWANIE oraz REAGOWANIE na to, co mówi Ci za pomocą oczu, ciała, sylwetki, zachowania, ruchu pod siodłem, wodzy w Twoich rękach, oddechu, który czujesz, gdy go dosiadasz. Jak odpowiada na Twoją obecność? Na Twój dotyk? Na to, gdy wchodzisz na ujeżdżalnię? Na to, jak z nim pracujesz? Wyczucie dotyczy wszystkich aspektów bycia z koniem, nie samej jazdy.

Zainteresował Cię ten wątek? Dołącz do szkolenia: Wyczucie jeździeckie - czym jest i jak się go nauczyć.

Podczas szkolenia jeździeckiego, powiedziałeś, że chcesz sprawić, żeby klacz pracowała w medytacji. Co miałeś dokładnie na myśli? Czy ten stan ma dotyczyć tylko konia, czy także jeźdźca?

Klacz była nadmiernie pobudzona przez nowe warunki, z którymi zetknęła się podczas pierwszego dnia szkolenia. Było jej trudno skupić się na własnym ciele i na jeźdźcu. Oddychała płytko, a jej umysł był zamglony. Gdy zaczęła się uspokajać i poruszać w rytmie, rozluźniła się i mogła oddychać głębiej, dzięki czemu więcej tlenu zaczęło docierać do jej mózgu i mięśni. Dopiero wtedy mogła zacząć słuchać, skupiać się i uczyć się. Stan spokojnej świadomości, kiedy koń czuje się dobrze i zrzuca z siebie niepokój, oddychając głęboko, jest tym, co nazywam „stanem medytacyjnym” i jest to coś, do czego wszystkie konie i jeźdźcy powinni dążyć.

Jak to osiągnąć? Jak zorientować się, że idziemy w dobrym kierunku?

Ten stan bardzo przypomina sytuację, gdy koń oddycha głęboko i rytmicznie, a mięśnie przepony nie są napięte i nie blokują oddechu. Pierwszą rzeczą, która zachęca do tego, jest poproszenie konia, aby poruszał się w optymalnym dla siebie rytmie, nie za szybko i nie za wolno. Zbyt często tempo, w którym konie są jeżdżone, jest zbyt szybkie, co powoduje, że odczuwają niepokój, a ich ciała stają się sztywne. Drugą rzeczą, która pomaga osiągnąć ten stan, jest jazda wokół ujeżdżalnie z ograniczeniem do minimum figur i przejść. Pozwól koniowi odnaleźć swój rytm i pozostań w nim. Niech regularny i prosty ruch pomoże ukoić umysł konia.

Czasem mówisz, że koń jest zmartwiony / zaniepokojony, albo że czuje, że nikt go nie chciał. Skąd to wiesz?

Być może dlatego, że pracowałem z wieloma tysiącami koni i uważnie obserwowałem każdego z nich, nauczyłem się rozpoznawać bardzo małe symptomy tego, jak koń się czuje. Często konie są oceniane tylko pod kątem ich spektakularnego ruchu i pokroju, natomiast niewiele uwagi zwraca się na to KIM są. Każdy z nas słyszał, że konie interesują się tylko dwiema rzeczami: tym, żeby jeść i tym, żeby nie zostać zjedzonym. Zaskakujące, jak wiele osób, które mają konie, wierzy, że są to bardzo ograniczone umysłowo zwierzęta, mające mózg wielkości orzecha włoskiego. Cóż, koń ma o wiele większy mózg i przeżywa wiele, wiele emocji. Koń jest istotą społeczną i potrafi cieszyć się z życia, niektóre mają nawet poczucie humoru. Konie to bardzo emocjonalne istoty, które są wrażliwe i bardzo się starają, aby nas zadowolić i połączyć się z nami. Każdego konia postrzegam jako indywidualność, jako „osobę” i może dlatego pokazują mi nieco więcej.

Powiedziałeś także, że konie komunikują się telepatycznie. Co to znaczy? Ze sobą? Z ludźmi? To, co mówisz, jest naprawdę fascynujące i mam poczucie, że dotykamy tu zupełnie innego wymiaru komunikacji z koniem niż ten dostępny zwykłym jeźdźcom. Powiedz nam o tym więcej.

Jeździłem konno, będąc w łonie mojej matki, i nigdy nie kwestionowałem tego odczucia, aż do chwili, gdy poproszono mnie, by ująć to w słowa. Nie jest to łatwe i może z czasem, gdy bardziej to przemyślę, będę mógł jaśniej o tym opowiedzieć.

Czy kiedykolwiek, galopując na koniu, miałaś odczucie całkowitego z nim połączenia tak, że cały świat, który był wokół, wszystkie dźwięki wokół Ciebie, wszystko to przestało istnieć i zamieniło się w rozmyty obraz, i poczułaś, że wszystko, co istnieje to Ty i Twój koń? Czy kiedykolwiek doświadczyłaś chwil, w których czułaś się tak, jakbyś – wraz ze swoim koniem – stała się jedną istotą z sześcioma nogami, a twój koń nie tylko niósł Cię na grzbiecie, lecz przenosił Twojego ducha w zupełnie inne miejsce?

Konie emanują uzdrawiającą energią, która jest szczególnym lekarstwem dla człowieka. Leczą rany ducha i ciała. W tym wzniosłym stanie połączenia, serce, umysł i dusza konia i jeźdźca tworzą jedno w taki sposób, że wystarczy, że o czymś pomyślisz, a koń zareaguje.  Ta uzdrawiająca energia nie płynie tylko od konia do jeźdźca. Gdy już otrzymamy ją od konia, możemy – poprzez uważność, świadomie i troskliwie – pomóc innemu zaniepokojonemu, przerażonemu czy zmęczonemu koniowi, który się pogubił, wprowadzając go w ten medytacyjny stan. Możemy mu zaoferować to uzdrawiające połączenie. Konie to zwierzęta stadne, które nawiązują głębokie więzi rodzinne i przyjacielskie. Wiedzą, jak żyć w symbiozie z innymi końmi i boją się samotności, więc kiedy proponujemy im łagodne i łatwe, uzdrawiające połączenie, przyjmują to z wdzięcznością.

Prawidłowy oddech i dobry rytm otwierają drzwi do tego stanu. Ale prawidłowy oddech i równy rytm nie są kluczem do ustanowienia tego niewidzialnego kanału komunikacji. Kluczem jest SERCE.

Musimy traktować konia życzliwie i łagodnie, trzeba być wyrozumiałym i podchodzić do niego z otwartym sercem, by mu pomóc i go wspierać. Musimy sobie pozwolić na odczuwanie emocji podczas jazdy, ale także w trakcie masażu konia, podczas pracy w ręku czy po prostu wtedy, gdy z nim przebywamy, a następnie reagować empatycznie i serdecznie na to, co wyczuwamy, że koń czuje. Czasami może nas wypełnić spokój i szczęście, ale czasami, wyczujemy, jak bardzo cierpi z bólu, jak bardzo jest nieszczęśliwy lub smutny, możemy poczuć ogromne emocje i zareagować płaczem. Musimy wtedy zastanowić się, jak pomóc takiemu koniowi, by poczuł się lepiej, włączając w to wszelkie aspekty dobrostanu, treningu, konsultację weterynaryjną, techniki masażu, które znamy i, co ważne, energię płynącą z naszego serca.

Jeśli nie doświadczymy tej chwili przebudzenia, bez otwartego serca, możemy spędzić całe życie obok naszych koni i nigdy ich nie poznamy. One nas poznają, ponieważ są końmi, ale po pewnym czasie przestaną starać się o to, by się z nami połączyć, wiedząc, że nie postrzegamy jako istot w całej ich pełni. Zadziała instynkt samozachowawczy, który każe im zamknąć przed nami, zamiast próbować się połączyć i stanowić z nami jedno, gdy zrozumieją, że ich próby odrzucamy lub ignorujemy.

Spokój, którego doświadczasz w sercu, gdy połączysz się z koniem, to uczucie jak żadne inne. Łączy uczucie towarzyszące pojednaniu i powrotowi do domu z głęboką ufnością.

Masz wiele rozmaitych doświadczeń z końmi, mógłbyś z pewnością uczyć wyłącznie zawodników wysokiej klasy, a jednak uczysz wszelkich jeźdźców, a Twój system nazywa się „Training for wellness”. Dlaczego?

Uczę w Australii wielu zawodników wysokiej klasy, ale doszedłem do wniosku, że chcę dzielić się moją wiedzą z amatorami, czyli tak naprawdę z większością jeźdźców. I dlatego uczę jeźdźców jeżdżących na wszystkich poziomach. Lubię, gdy na szkoleniach mam zarówno zupełnie zielone konie, jak i te na poziomie Grand Prix, ponieważ mogę wówczas pokazać, że to samo podejście treningowe przynosi korzyści koniom na każdym poziomie zaawansowania. Nazwałem je „Training for Wellness”, ponieważ żaden element nie jest w nim obojętny. Albo robimy krok, którego celem jest uzyskanie zdrowszego, sprawniejszego, silniejszego, poruszającego się w lepszej równowadze, elastycznego, prostego i szczęśliwszego konia, albo nie. Od ponad pięćdziesięciu lat łączę pracę w ręku, manualną pracę z ciałem i jazdę z myślą o jednym: by wytrenować zdrowsze, szczęśliwsze konie lub zrehabilitować te, które cierpią i poprawić ich jakość życia.

Przeczytaj artykuł o systemie szkoleniowym "Training for Wellness".

Dlaczego Manolo wybrał karierę trenerską a nie zawodniczą?

Moją pasją od zawsze było szkolenie konie. Każdego ranka, gdy przychodzę do moich koni, podejmuję decyzję, jak będę z nimi pracować. Często nie wiem, jak będzie wyglądała jazda, dopóki nie zobaczę, jak koń czuje się psychicznie i fizycznie. Kocham to poczucie wolności. Lubie się nie spieszyć. Lubię sytuacje, w których nie muszę wyznaczać sobie restrykcyjnych celów i limitów czasowych. Nie lubię spieszyć się lub iść na kompromis. Jeśli mój umysł nie jest skupiony na jeździe, mogę po prostu pójść do ogrodu, żeby podlać pomidory. Ten rodzaj wolności jest nie do pogodzenia ze startami w zawodach i z czasem pogodziłem się z tym. Sprawia mi natomiast radość, gdy wraz z moimi końmi biorę udział w wydarzeniach, takich jak Equitana, i robię tam pokazy. Tam mogę dostosowywać się do sytuacji, modyfikować program, zmieniać rodzaj ruchu itp. – taka swoboda jest niemożliwa na czworoboku.

Można zauważyć, że środowisko jeździeckie jest podzielone nie tylko ze względu na dyscypliny, ale też w jakimś sensie światopoglądowo, tj. technicznie i merytorycznie – czy jest grupa którą preferujesz?

Rzeczywiście, obserwuję to. W każdej z grup są dobrzy i źli jeźdźcy. Mamy świetnych jeźdźców startujących w ujeżdżeniu i słabych jeźdźców trenujących ujeżdżenie klasyczne, więc powinniśmy być ostrożni, zanim przypniemy komuś etykietę. Nie wszyscy zawodowi dresażyści stosują hiperfleksję i LDR, podobnie jak nie wszyscy jeźdźcy klasyczni mają zdrowe, szczęśliwe konie. Oceniam jeźdźca, patrząc na jego konia: czy pracując, dobrze się czuje, i czy jest szczęśliwy. To wszystko.

Co cenią sobie w pracy z Tobą zawodnicy ujeżdżenia?

Jestem postrzegany jako ekspert w zakresie piaffu, pasażu i piruetu w galopie, ale mam nadzieję, że zawodnicy doceniają przede wszystkim to, że pomagam im sprawić, by ich konie były piękniejsze. Uczę w taki sposób, by jeźdźcy wspierali i zachęcali konie, by pracowały jak najlepiej. Mam na myśli rozwijanie potencjału konia w taki sposób, by był spokojny, chętny do pracy, uważny, pewny siebie, rozluźniony, wygimnastykowany i elastyczny, (tak jak mówi art. 401 przepisów FEI), poprzez ćwiczenia i figury wyjeżdżane w sposób delikatny i z finezją.

A sędziowie ujeżdżenia?

Każdy sędzia jest inny, ale sądzę, że sędziowie dostrzegają i doceniają, że w treningu stosuję wytyczne z art. 401 FEI, w którym zdefiniowano przedmiot i podstawowe zasady ujeżdżenia.

Jak wygląda dzień z życia Manolo Mendeza w Australii?

Kiedy jestem w domu poza Melbourne, uczę kilka dni w tygodniu, jak również prowadzę kilka szkoleń w miesiącu. Aktualnie trenuję siedem koni, w tym cztery ogiery na mojej farmie w La Mancha, które rozpoczęły szkolenie jako cztero- i pół latki, i które będę szkolił do poziomu Grand Prix. Pracuję z nimi sześć dni w tygodniu, choć z każdym koniem każdego dnia. Mam do pomocy dwie osoby pracujące jako working students, które mi pomagają, i które uczę. W poniedziałki mam wolne, odpoczywam. Przyjeżdża do nas wiele osób, więc nie brakuje interesujących dyskusji przy filiżance kawy, gdy już skończymy pracę z końmi. Uwielbiam spędzać czas na farmie z moją żoną, Kate i moim cudownym, małym psem, który wabi się Gizmo. Lubię pracować w ogrodzie, budować coś i majsterkować. Na farmie zawsze jest coś do zrobienia. Kiedy możemy, odwiedzamy nasze dzieci i wnuki, spędzamy czas z rodziną. To proste życie, które bardzo sobie cenię.

Jak podoba Ci się w Polsce? Czy lubisz tu przyjeżdżać?

Bardzo lubię Polskę i polskich jeźdźców, którzy są entuzjastycznie nastawieni i bardzo otwarci. Uczę tu z prawdziwą przyjemnością. Zauważyłem, że również widzowie są fantastyczni: pogodni i zaangażowani. To, że jest tak wielu młodych ludzi, którzy chcą prawidłowo pracować z końmi, daje mi nadzieję na przyszłość. Chciałbym podziękować Martynie Paczos i Agnieszce Kowalskiej z Classical Way za świetną – wręcz doskonałą – organizację szkoleń, na których udało im się zgromadzić tak wiele wspaniałych osób.

Co chciałbyś powiedzieć polskim jeźdźcom?

Podczas szkolenia wszyscy jeźdźcy spisali się na medal i zrobili duże postępy, z których mogą być dumni. To niełatwe jeździć przed dwustuosobową publicznością i trenerem, którego się nie zna. Pracujcie dalej nad tym, nad czym pracowaliśmy podczas szkolenie i jeśli zobaczę was ponownie, pokażcie mi rezultaty. Ucieszę się, mogąc Was widzieć ponownie.

Chciałbym też powiedzieć coś jeźdźcom, z którymi nie pracowałem osobiście. Pamiętajcie, że dzięki treningowi, możecie stawać się coraz bardziej świadomi tego, jak czują się Wasze konie i możecie lepiej je prowadzić. Oto kilka moich rad:

  • POZNAJ swojego konia. Odkryj jego wyjątkowego ducha, osobowość i historię, traktuj każdego konia jako indywidualność.
  • OCEŃ swojego konia i DOSTOSUJ trening. Nie myśl o odległych celach, pracuj z koniem, którego masz dzisiaj.
  • WSPIERAJ ZAMIAST ŻĄDAĆ. Nie dręcz konia ćwiczeniami i nie żądaj od niego tego, czego nie może Ci dać. Zamiast tego bądź łagodny i delikatny, pokaż mu drogę do celu.
  • PROŚ zamiast NAKAZYWAĆ. Partnerstwo i harmonia opiera się na pełnej szacunku komunikacji, nie zaś zmuszaniu konia przemocą, by się nam podporządkował.
  • AKCEPTUJ i DOCENIAJ, BĄDŹ ŚWIADOMY i wdzięczny za każdą, nawet najmniejszą próbę. Spraw, by koń opuszczał ujeżdżalnię, zachowując chęć do pracy tak, by następnego dnia wszedł tam w pełnej gotowości, by starać się ponownie.

Powodzenia!

 
* Feria to tradycyjne hiszpańskie święto wypadające w kwietniu dwa tygodnie po Wielkanocy, podczas którego odbywa się tygodniowa fiesta, mężczyźni ubierają się w tradycyjne andaluzyjskie stroje Andaluzji, a kobiety w suknie do tańca flamenco; jest to zarazem święto andaluzyjskiego konia – przyp. tłum.

 * Wywiad przeprowadziła Ewa Rot-Buga. Opublikowany [w:] „Świat Koni” 2018, nr 8, s. 4-13.

O Autorce

dr hab. Ewa Rot-Buga – instruktor jazdy konnej, wybitny wykładowca, profesor w Polskiej Akademii Nauk, autorka książek naukowych: Lwowska Arkadia oraz Bukoliczna księga znaczeń. Dziennikarka współpracująca z ogólpolskimi czasopismami jeździeckimi: „Świat Koni”, "Hodowca i Jeździec", "Koń Polski",  „Koński Targ”. Redaktor-ekspert w wydawnictwach hipologicznych: Wydawnictwo Świadome Jeździectwo (redagowała m.in. dwie książki Mary Wanless RWYM, Ujeżdżenie na XXI wiek Paula Belasika i in.), Wydawnictwo PZHK. Odbyła pobyt szkoleniowy w Australii u trenera jeździectwa naturalnego Phila Rodeya. Pasjonatka ujeżdżenia klasycznego i pracy nad dosiadem metodą RWYM – od ponad sześciu lat systematycznie rozwija umiejętności pod okiem certyfikowanych coachów RWYM. Korzysta z metod pracy z ciałem, wykorzystanych przez Mary Wanless, twórczyni RWYM (m.in. jest to Technika Alexandra). Nieustannie poszukuje dróg samodoskonalenia i rozwijania umiejętności jeździeckich oraz efektywnych sposobów przekazywania wiedzy na ten temat. Podróżniczka i reporterka, miłośniczka wypraw konnych i wielodniowych rajdów, odwiedzająca konno dalekie i nieznane zakątki świata. Autorka bestsellerowej książki "Konno po marzenia", która otrzymała wyróżnienie w konkursie na najlepszą książkę wydaną w latach 2020-2021 "Literacka Nagroda Motyli; książki "Roxley. Wibracja Piękna" - fabularyzowanej, wciągającej historii, w której opisała m.in. swoją drogę ujeżdżeniową from green to greet; zbioru opowiadań - "W odbiciach". Dowiedz się więcej o autorce - LINK.

Pliki Cookies

 Nasza strona internetowa wykorzystuje pliki cookies, aby dostosować treści do Państwa preferencji oraz optymalizować działanie serwisu. Klikając "Akceptuję Cookies", wyrażają Państwo zgodę na użycie wszystkich rodzajów plików cookies.